Rowerem po Kaszubach Północnych. Część pierwsza

Ze względu na specyfikę pracy w lipcu i sierpniu zdarzają się takie sytuacje (a w zasadzie są nagminne), że pracuję w weekend, a w tygodniu mam wolne. Wówczas, jeżeli tylko pogoda dopisuje (to znaczy nie leje, bo chmury jak najbardziej już są dopuszczalne) lubię wskoczyć na rower. A ponieważ jestem pasjonatem historii i mieszkam w rejonie obfitującym w miejsca związane z historią najnowszą, warto te dwa zamiłowania połączyć. Rower i historię.

20150727_104123

Wycieczka nr 1, czyli Highway to Hel.

Od miejsca, gdzie mieszkam do helskiego cypla mam od 60 do 70 km rowerem (zależy, którą trasę obiorę). Ponieważ kawałek jest, na wycieczkę ruszam o 8 rano. Wybieram szlak wzdłuż brzegów Zatoki Puckiej. Trasa wiedzie przez Moście Błota w stronę Rezerwatu Beka. Jedzie się dobrze, droga niezła. Ruch minimalny, bo wiedzie wśród pól i tylko od czasu do czasu można spotkać samochód skracający sobie drogę.

Rezerwat Beka to ptasi rezerwat przyrody u ujścia rzeki Redy do Zatoki Puckiej. Kiedyś znajdowała się tu wieś o tej nazwie. Beka podobno wywodzi się od kaszubskiego określenia harpuna, służącego dawniej do polowań na foki. Opustoszała po II wojnie światowej i obecnie zostały po niej jedynie fundamenty domów oraz krzyż ustawiony nad brzegiem zatoki. Miejsce to określane jest przez media jako kaszubska Atlantyda. Ale tam, gdzie zabrakło ludzi, zagospodarowały się ptaki. Ornitolodzy mogą tam zaobserwować m.in. zimorodka, sowę błotną czy czajki. Ogólnie można tu zobaczyć ok. 200 gatunków ptaków. Ja co prawda na ptactwie nie znam się kompletnie, ale lubię to miejsce ze względu na spokój i przyrodę.

DSC05704

Ruszam dalej. Mijam Osłonino i wjeżdżam na najgorszy odcinek drogi. Ulica wygląda jak po nalocie dywanowym i przemarszu pułku czołgów ciężkich. Dziura na dziurze. Ruch też się zwiększa, jednak ze względu na stan nawierzchni kierowcy nie szaleją i mijają mnie w przyzwoitej odległości. Na szczęście ten fatalny odcinek to tylko 2 kilometry.

Jestem w Rzucewie. To mała wieś, licząca sobie niespełna 400 mieszkańców. Ale warto się tutaj zatrzymać na chwilę ze względu na wznoszący się tam pałac oraz osadę łowców fok. Kiedyś te ziemie należały do rodziny Sobieskich i bywał tutaj również nasz król, Jan III. Pałac w Rzucewie został wybudowany w połowie XIX wieku. Obecnie znajduje się tu hotel, który reklamuje się jako Zamek Jana III Sobieskiego. Warto tam zajrzeć na chwilę, żeby przyjrzeć mu się i nieco odpocząć w parku. Poniżej, nad brzegiem zatoki można odwiedzić Park Kulturowy Rzucewo „Osada łowców fok”, która istniała na tych terenach pomiędzy V a II wiekiem przed naszą erą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

We wsi rowerzyści mają do wyboru dwa szlaki. Albo wzdłuż brzegów zatoki przez las, albo ulicą przez Błądzikowo. Pierwsze rozwiązanie ma ten plus, że brak jest ruchu samochodowego, a droga wiedzie lasem. Druga co prawda prowadzi ulicą, ale nawierzchnia jest zdecydowanie lepsza. Więc zależy, kto co lubi. Ja ruszam przez Błądzikowo i po kilkunastu minutach jestem w Pucku.

Puck to miejsce, gdzie każdy znajdzie dla siebie coś miłego. Miłośnicy lenistwa mają tutaj plażę, żeglarze marinę, a miłośnicy historii liczne miejsca do odwiedzenia. Ja dostaję się do miasta od strony Błądzikowa, mijam blok, w którym mieszkałem bez mała 10 lat i Aleją Lipową docieram do puckiego mola. Tutaj wjeżdżam na drogę rowerową, która prowadzi mnie do portu.

Miasto ma bardzo długą i ciekawą historię. Już w II połowie XIII wieku istniał tutaj gród kasztelański książąt wschodniopomorskich. Od 1309 r. Puckiem władali Krzyżacy, którzy wznieśli tutaj swój zamek, a w 1348 r. nadano mu prawa miejskie. Zamek krzyżacki istniał do XIX wieku. Teraz przypomina o nim tylko tablica ustawiona przy ul. Zamkowej i kilka kamieni mających pokazywać jego zarys.

W 1560 r. w Pucku zaczęła stacjonować flota kaperska. Jej działalność upamiętnia pomnik znajdujący się przy wjeździe do portu. W samym porcie znajdziemy słupek poświęcony zaślubinom Polski z morzem. Dokonał tego 10 lutego 1920 r. generał Józef Haller. Jeżeli macie czas, warto odwiedzić również wznoszący się ponad portem XIII- wieczny kościół parafialny pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła. W pobliżu znajduje się rynek, gdzie można zobaczyć neogotycki ratusz z 1865 r.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kierując się z portu drogą rowerową R-10 mijam tablicę informującą o działającym w Pucku do 1939 r. Morskim Dywizjonie Lotniczym oraz pomnik jego dowódcy, komandora Edwarda Szystowskiego. Był on pierwszym oficerem Marynarki Wojennej, poległym w II wojnie światowej.

Kolejną miejscowością na szlaku jest Swarzewo, gdzie można obejrzeć Sanktuarium Matki Bożej Królowej Polskiego Morza. W kościele znajduje się cudowna figura Matki Boskiej pochodząca z XV wieku.

Dojeżdżam do Władysławowa. Tutaj mogę skręcić w prawo i jechać w kierunku Helu lub w lewo, w stronę Jastrzębiej Góry i Rozewia.  Ci, którzy skierują się  w lewo, mają możliwość zobaczyć po drodze Dom Rybaka z działającym tam muzeum motyli (ok. 3000 eksponatów) oraz wspiąć się na 63 – metrową wieżę, z której roztacza się piękny widok. Można też przejechać się Aleją Gwiazd Sportu.

Ja skręcam w prawo i drogą rowerową ciągnącą się prawie przez cały półwysep docieram do wejścia na plażę nr 7. Odnajdziemy tutaj resztki 43 baterii przeciwdesantowej z 1939 r. Jej uzbrojenie stanowiły 2 działa kalibru 75mm. Bateria wsławiła się celnym trafieniem w dniu 12 września 1939 r. niemieckiego trałowca M 129 „Otto Braun”. Po dostaniu się do niewoli dowódca baterii por. mar. Witold Prowans otrzymał w prezencie od dowódcy niemieckiego okrętu odłamek pocisku, który trafił jego jednostkę wraz z tabliczką upamiętniającą to wydarzenie.

Mijam Chałupy i przy wejściu 26 wjeżdżam w las. Zawracam w stronę Władysławowa i po ok. 250 metrach odnajduję znajdujący się w lesie charakterystyczny kamień. Upamiętnia on znajdującą się w tym miejscu w 1939 r. zaporę minową. Została ona wysadzona 30 września, co skutecznie zatrzymało niemiecki atak.

20151003_164030

Jeżeli wypoczywacie na półwyspie lub dysponujecie czasem, warto wspiąć się na najwyższą wydmę w rejonie (12,5 m n.p.m.) zwaną Górą Lubek. Jej nazwa pochodzi od statku Lübeck, który wszedł na mieliznę i rozbił się tutaj w połowie XVII w. Opowieść głosi, iż został złupiony przez mieszkańców półwyspu, a rozbitków zabito.  Prowadzi tam ścieżka przyrodnicza z Kuźnicy (ok. 2,5 km w stronę Helu).

Mnie bardziej interesują jednak pamiątki związane z II wojną światową. Kolejne takie miejsce znajduję ok. 3 km przed Jastarnią.

Wiosną 1939 r. w związku z przygotowaniami do obrony przed III Rzeszą podjęto decyzję o budowie fortyfikacji stałych chroniących Rejon Umocniony Hel od strony lądu. Miejsce wybrano w środku długości półwyspu. Do września 1939 r. wybudowano cztery ciężkie schrony bojowe „Ośrodka Oporu Jastarnia” nazywane „Sokół”, „Sabała”, „Saratoga (przez wiele lat figurująca pod nazwą Saragossa) oraz „Sęp”. W chwili obecnej do zwiedzania udostępniony jest schron „Sabała”, w którym znajduje się małe muzeum. Schron „Sokół” znajduje się nad Zatoką Pucką na terenie Campingu „Maszoperia”, a pozostałe trzy obiekty po przeciwnej stronie drogi na Hel. Naprawdę warto je zobaczyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Sabała”

Jadąc przez Jastarnię mijam port, gdzie podczas wojny obronnej stacjonował Dywizjon Minowców. Tuż za miastem kończy się doskonała droga rowerowa i przez Juratę jedziemy ulicą. Droga dla pieszych i rowerów zaczyna się tuż za granicą Juraty. Nie jest najlepsza, nawierzchnia aż się prosi o naprawę. Wygodniej, chociaż niekoniecznie bezpieczniej, poruszam się ulicą. Tej jazdy omal nie przypłacam zepchnięciem do rowu przez autobus o numerze 666. Swoją drogą PKS ma dowcip wysyłając pojazd z takim numerem na Hel.

Wjeżdżam na teren „Rejonu Umocnionego Hel”. Pod tą nazwą ta strefa półwyspu funkcjonowała od 1936 r. aż do końca lat 90-tych XX wieku. Kiedyś, aby tutaj się dostać, musiałbym posiadać przepustkę. Teraz na szczęście nie jest to wymagane.

Cały Hel jest dosłownie usiany militarnymi zabytkami pamiętającymi zarówno II wojnę światową, jak i okres Zimnej Wojny. Pierwszym napotkanym obiektem jest Muzeum Obrony Wybrzeża. Znajduje się ono po obu stronach drogi prowadzącej na koniec półwyspu. Po lewej stronie mieści się największe jednopoziomowe stanowisko artyleryjskie świata B-2 „Bruno”, obecnie główna siedziba MOW.  W 1940 r. zainstalowano tutaj trzy działa kalibru 406 mm nazwane „Schleswig Holstein”. W 1942 r. zostały one przeniesione do Francji na Wał Atlantycki.

Po prawej stronie drogi znajduje się Wieża Kierowania Ogniem o wysokości ok. 25 metrów. Jeżeli dysponujemy wystarczającą ilością czasu, możemy się również przejechać kolejką wąskotorową.

Aby zwiedzić wszystkie obiekty militarne Helu, potrzeba minimum jednego dnia i to biegiem. Na pewno ułatwią to szlaki turystyczne wskazując, jak dotrzeć do poszczególnych miejsc. Ponieważ nie dysponuję zbyt dużą ilością czasu, postanawiam najpierw pojechać na cypel, a wracając odwiedzić dwie latarnie morskie. Na początku kieruję się na ul Wiejską, stanowiącą główny deptak Helu. Możemy stąd zjechać do portu, odwiedzić Muzeum Rybołówstwa oraz słynne helskie fokarium.

DSC08213

Ja ulicą Maszopów docieram do nowej promenady prowadzącej na cypel (po tegorocznych sztormach została znacznie uszkodzona). Mijam 100 mm armatę B-34U należącą do 27 Baterii Artylerii Stałej i po chwili jestem na samym końcu Półwyspu Helskiego. Przede mną rozpościera się plaża, na której co roku w sierpniu odbywa się inscenizacja lądowania w Normandii (polecam!!!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po krótkim odpoczynku obieram kierunek na latarnię morską.Jeżeli dotarliśmy już do helskiego cypla i wracamy do centrum miasta ul. Kuracyjną, poświęćmy chwilę na zwiedzenie Baterii nr 31 im. Heliodora Laskowskiego. W czasie wojny obronnej znajdowały się tutaj 4 działa Bofors kalibru 152,4 mm. Wsławiły się pojedynkiem artyleryjskim z niemieckimi pancernikami „Schlezwig-Holstein” i „Schlesien”, uzyskując trafienie na tym pierwszym. W chwili obecnej znajduje się tam mały skansen militarny, a oryginalną armatę Bofors można obejrzeć w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.

Miłośnicy latarnictwa, do których również się zaliczam, nie odpuszczą sobie zwiedzenia helskiej latarni morskiej. Pierwszy taki obiekt wybudowano tutaj już w 1826 r. Mierzyła 42 metry, a zasilana była olejem rzepakowym. W przypadku złej pogody co 4 minuty oddawano strzał z armaty. W 1910 r. doszło do tragicznego wypadku. W wyniku eksplozji prochu śmierć poniósł latarnik May. Kamień upamiętniający to wydarzenie, opatrzony błędną datą, ustawiony jest tuż obok latarni.

DSC00552

DSC00553

Pierwsza latarnia wysadzona została przez polskich saperów we wrześniu 1939 r. Obecną zbudowali Niemcy w 1942 r. Jeżeli dobrze się przyjrzymy, na lustrach znajdujących się na szczycie wieży zobaczymy niemiecką „gapę”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mało kto wie, że na Helu znajduje się jeszcze jedna latarnia, ustawiona na Górze Szwedów. Ta 17- metrowa stalowa budowla zbudowana została w 1936 r., a działała do 1990 r. Obecnie zdewastowana i niezagospodarowana niszczeje L

DSC08223

Po odwiedzeniu Góry Szwedów obieram kurs na dom. Już bez dłuższych przystanków docieram tam pod wieczór, robiąc tego dnia ponad 140 km.

Jedno przemyślenie na temat “Rowerem po Kaszubach Północnych. Część pierwsza”

  1. Świetna wycieczka rowerowe, ja również uwielbiam takie wycieczki :-) Świetnym miejscem na wypad rowerowy jest również Roztoczański Park Narodowy, polecam https://www.youtube.com/watch?v=TqBlTtb6JFs&t=11s

Odpowiedz na „~Kuchnia i PodróżeAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>