Monte Cassino

17 maja 1944r. We Włoszech trwają zacięte walki o przełamanie Linii Gustawa. Bitwa ta pochłonęła już tysiące ludzkich istnień. Krwawili tam Amerykanie, Brytyjczycy, Hindusi, Kanadyjczycy, Nowozelandczycy, Gurkhowie. Wykrwawiali się broniący swych pozycji Niemcy. Teraz walczą i giną tam Polacy. Na wzgórze „Widmo” naciera 15 Wileński Batalion Strzelców „Wilki”. Ponoszą ciężkie straty. Wśród atakujących jest 32-letni ppor. Jan Łutowicz, mój cioteczny dziadek. Nie dożyje zdobycia klasztoru. Zostanie pochowany wraz z ponad 1000 innych polskich żołnierzy na cmentarzu wojskowym u stóp klasztoru.
DSC04054
Bella Italia. Któż nie słyszał o ich pięknie. Wiadomo. Stolica imperium Rzym i jego starożytne zabytki, przepiękna Florencja, Siena, kapiący złotem Watykan, góry sięgające nieba. I oczywiście najważniejsze miejsce dla mnie – Monte Cassino.
O wyjeździe do Włoch myśleliśmy od dawna. Ale  zawsze jakoś obieraliśmy inny kierunek. W końcu w 2014 decyzja zapadła – we wrześniu ruszamy na południe.
Jazda samochodem do Włoch to wyzwanie. Nie dość że daleko (od nas do Rzymu jest prawie 2000 km) to jeszcze drogi we Włoszech są fatalnie oznakowane. Dopóki się człowiek trzyma autostrady jest ok., ale jak tylko zjedzie się gdzieś w bok…. masakra. Ale nic to. Nie takie rzeczy się robiło 8-)

Nocleg znajdujemy w Rzymie w Polskim Domu Zakonnym. Stąd do Cassino jest raptem ok. 150 km. Autostradą to niecałe 1,5 godziny jazdy.

Benedyktyni na Monte Cassino pojawili się już w VI wieku n.e. między rokiem 525 a 529. Wówczas założono tutaj pierwszy klasztor. Oczywiście za dobrze by było gdyby ta budowla przetrwała do naszych czasów. Ponieważ świątynia znajdowała się w strategicznym miejscu, dość często była oblegana, niszczona a mnisi wypędzani lub ewentualnie mordowani. Już 60 lat po założeniu klasztor zdobyli i zniszczyli Longobardowie. Kolejnymi nieproszonymi gośćmi byli Saraceni, którzy wpadli z wizytą w 883r. Jak się można domyśleć, z klasztoru niewiele zostało. Potem jeszcze zajrzeli do klasztoru chłopaki Napoleona ale tym razem obyło się bez totalnej dewastacji.
Pomimo przeciwności losu i historii, mnisi trwali na swoim wzgórzu a kościół rozwijał się w najlepsze. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden łysy gość, który źle wybierał kolegów. Niestety, Benito Mussolini (tak się łysy nazywał) wpadł na pomysł odnowienia Imperium Rzymskiego a z Morza Śródziemnego uczynienia prywatnego jeziora. Ponieważ sam nie dawał rady, skumał się z posiadaczem dziwnego wąsika, powszechnie znanego jako Adolf Hitler. Pech Mussoliniego polegał na tym że jego „dzielni żołnierze” nie specjalnie mieli ochotę walczyć, zwłaszcza po tęgim laniu w Afryce oraz że ich przeciwnik, miłośnik cygar i whisky czyli Winston Churchill wybrał Włochy jako miejsce do inwazji na kontynent. Włochy co prawda wycofały się z wojny jesienią 1943, jednak ich koledzy z Wehrmachtu i Waffen SS nie mieli zamiaru odpuszczać. Ponieważ jak już napisałem Monte Cassino leży w strategicznym miejscu a do Wiecznego Miasta też nie jest daleko, stworzyli tutaj słynną Linię Gustawa, na której rozbijały się kolejne ataki aliantów.
Jako że pierwsze próby przełamania linii niemieckiego oporu nie przyniosły większego efektu, za to bardzo duże straty, w lutym 1944r. zadanie zdobycia klasztoru powierzono Korpusowi Nowozelandzkiemu, dowodzonemu przez Bernarda Freyberga. On to właśnie zażądał zbombardowania klasztoru, gdzie jakoby miały znajdować się stanowiska obserwacyjne broniących się niemieckich spadochroniarzy.
W ten oto sposób doszło do jednego z największych zniszczeń w historii klasztoru. W końcu ani Longobardowie ani Saraceni nie mogą równać się z 256 bombowcami. Nie ta liga.
Latające Fortece (B-17), Mitchelle (B-25) i Maraudery (B-26) 15 lutego 1944r. zrzuciły na Monte Cassino 576 ton bomb, zrównując klasztor z ziemią.
Czy była to zbrodnia? Moim zdaniem przeciwko ludzkości nie, przeciwko kulturze i dziedzictwu europejskiemu już tak. Jest duża szansa że klasztor uległby uszkodzeniu podczas dalszych walk, ale tego nie wiemy. Fakt jest faktem że dzięki zniszczeniu klasztoru, Niemcy uzyskali świetne pozycje obronne w gruzach opactwa.
Bombardowanie i atak Nowozelandczyków oraz następne walki nie zmieniły sytuacji na froncie. Impas trwał do maja 44r, kiedy do walki przystąpili Polacy z II Korpusu dowodzonego przez gen. Władysława Andersa. Pierwszy atak, rozpoczęty nocą z 11 na 12 maja nie przyniósł rozstrzygnięcia. Drugi szturm zakończył się zdobyciem 18 maja 1944r. ruin klasztoru i zatknięciu na gruzach biało-czerwonego sztandaru.
Oczywiście po zakończeniu II wojny światowej klasztor został odbudowany i teraz można go podziwiać w pełnej krasie.
DSC04089
Zwiedzanie zaczynamy od wizyty w opactwie. Z miejscowości Cassino na szczyt wzgórza, wznoszącego się na wysokość 519 m n.p.m., prowadzi dość pokręcona trasa. Z parkowaniem nie ma problemu. Przy świątyni  jest spory parking.
Warto pospacerować po tym zabytku. Sama bazylika robi duże wrażenie. Złoto i przepych (jak to we włoskich kościołach).
Po wizycie w klasztorze przychodzi czas na najważniejszy punkt wyprawy – Polski Cmentarz Wojenny. Ilu Polskich żołnierzy jest tam pochowanych? Nie wiem. Spotkałem się z liczbami 1054, 1072 oraz 1080, z czego 3 osoby – biskup J. Gawlina, generał W. Anders i Irena Anders zostali pochowani po wojnie a dwie osoby tj. generał B. Duch i kapitan A. Dziekiewicz  mają tam groby symboliczne.
Przy parkingu, zlokalizowanym w pobliżu cmentarza znajduje się mała sala poświęcona odysei 2 Korpusu Polskiego, od śniegów Syberii przez piaski Iranu aż do końca walk we Włoszech i rozwiązania jednostki w 1947r.
Przy bramie nekropoli znajdują się tablice z listami osób tam pochowanych i lokalizacją ich grobów, tak więc znalezienie miejsca pochówku ppor. Łutowicza nie stanowi problemu.
DSC04072
Wchodzących wita napis „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie„.  Atmosfera niesamowita. Powiem szczerze – nigdy nie doświadczyłem takich emocji. Nie potrafię tego opisać. Smutek, wzruszenie, szacunek dla tych ludzi, którzy oddali swoje życie za ojczyznę tysiące kilometrów od niej. I pomyśleć jak zostali potraktowani przez „władzę ludową”.
DSC04083
Będąc na cmentarzu, chodząc wśród mogił w pewnym momencie usłyszałem huk przypominający wystrzały. Co jest? Burza idzie? Ale niebo jest błękitne, chmur praktycznie zero. Omamy słuchowe mam? Słyszę salwy artylerii. Justyna też to słyszy, więc na mózg mi nie padło. Nie umiem tego wyjaśnić.
W pobliżu Polskiego Cmentarza znajdują się również 3 pomniki upamiętniające polskie jednostki walczącym w tej bitwie. Na wzgórzu 593, wznoszącym się ponad cmentarze ustawiony jest monument poświęcony 3 Dywizji Strzelców Karpackich. 5 Kresowa Dywizja Piechoty  ma pomnik zlokalizowany na wzgórzu 575. Jeden z najciekawszych pomników zlokalizowany jest u wylotu wąwozu zwanego Gardzielą. Tędy nacierał 4 Pułk Pancerny „Skorpion”. Do tego obelisku, znajdującego się ok. 2 kilometrów od cmentarza postanawiamy zrobić spacer. Jest tylko jedno ale. Drogę zamyka brama z tabliczką „teren prywatny”. W tej sytuacji przełazimy dziurą w płocie :-)
DSC04098
Pomnik 3 Karpackiej Dywizji Piechoty.
Maszerując mijamy resztki zniszczonych budynków, gdzie nie gdzie widać jeszcze zwoje drutu kolczastego
DSC04114.
Dochodzimy do Gardzieli. Wąwozem tym 12 maj 1944r  naciera czołg M4 Sherman, dowodzony przez  ppor. Ludomira Białeckiego. W pewnym momencie maszyna najeżdża na kilka min, ustawionych jedna na drugiej. Sherman, zwany przez aliantów „Ronsonem”  a przez Niemców „kociołkiem do gotowania Angoli” nie ma żadnych szans. Wieża wyrwana siłą wybuchu odlatuje w bok. Ginie cała załoga:
ppor. Białecki Ludomir
kpr. Ambrożej Edward
kpr. Bogdqajewicz Eugeniusz
kpr. Karcewicz Bolesław
kpr. Nickowski Józef
Po wojnie czołg nie został zabrany lecz otoczony niskim murkiem a z gąsienic utworzono krzyż wznoszący się z kadłuba pojazdu. Na burtach umieszczono dwie tablice. Jedna poświęcona załodze czołgu, druga polskim pancerniakom poległym w walkach we Włoszech.
DSC04102
Czas wracać. Zjeżdżamy jeszcze do miasta Cassino, gdzie znajduje się muzeum poświęcone bitwie. Wejście 10 euro. Moim przewodnikiem jest młoda dziewczyna mówiąca po polsku. Muzeum jest multimedialne i zabytków w nim niewiele.  Jestem tradycjonalistom i nie specjalnie odpowiada mi taki typ ale grzechem byłoby go nie zwiedzić.
DSC04125
Powrót do Rzymu to koszmar. Zamiast trzymać się autostrady zjeżdżamy na wybrzeże Morza Tyrreńskiego i gubimy się dokumentnie (nie jedźcie do Włoch bez nawigacji). Na kwaterę przyjeżdżamy przed północą. Ale było warto i jeszcze kiedyś tam wrócimy.

Jedno przemyślenie na temat “Monte Cassino”

  1. ~Sławek pisze:

    Dobre. Skoro wzruszyłem się, czytając ten tekst, to pewnie rozbeczę się jak dziecko, kiedy tam pojadę. Zdjęcia fajne. Więcej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>