„Dobrze tu jeść dają?”

Do napisania tego postu zainspirowała mnie książka Eli Sidi „Izrael oswojony” (polecam, bardzo ciekawa lektura).
Autorka wspomina w niej m.in. jak wyjeżdżając na wakacje n każdym kroku natykała się na Izraelczyków wypoczywających w tym miejscu co ona.
Każdy z nas miał takie przygody. Będąc w Rzymie wielokrotnie słyszeliśmy język polski (w sumie w tym miejscu to nic nadzwyczajnego). Polaków spotkaliśmy też m.in. w Tallinie, Berlinie, Sighisoarze.
Czasem byli to pojedyncze pary, kiedy indziej całe wycieczki.
Jednak najbardziej utkwiły mi w pamięci dwa spotkania. Oba w Izraelu.
Będąc w Jerozolimie mieszkaliśmy na Starym Mieście. Często chodziliśmy do małej arabskiej knajpki, znajdującej się w Dzielnicy Chrześcijańskiej, na falafele. Pewnego dnia, siedząc i rozmawiając usłyszeliśmy dobiegający od drzwi głos:
- Cześć. Dobrze tu jeść dają?
Powiedział to starszy mężczyzna. Za nim stała kobieta w podobnym wieku.
Przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Zapytałem gdzie mieszka w Polsce.
Zaśmiał się i powiedział: Nigdzie. Dawno temu, zaraz po wojnie wyjechałem do Australii i tam zostałem. Moja żona jest Australijką, ale mówi trochę po polsku.
Pogadaliśmy trochę, wymieniliśmy uwagi na temat Jerozolimy i Izraela.
shutterstock_71730-e1360036342359-768x432

http://www.israel21c.org/will-you-celebrate-falafel-day/

Drugie spotkanie było jeszcze bardziej niezwykłe, chociaż osoba którą spotkaliśmy nie była naszym rodakiem. Chociaż związek z naszym krajem miała.
Na Starym Mieście w Jerozolimie można dostać dosłownie wszystko: słodycze, mięso, warzywa, pamiątki, płyty z muzyką, odzież, złoto, srebro i co tam jeszcze przyjdzie człowiekowi do głowy. No może z wyjątkiem broni, chociaż w sumie to bym się nawet nie zdziwił.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Justyna chciała zobaczyć dla siebie złoty krzyżyk jerozolimski. Poszliśmy na jedną z wąskich uliczek, gdzie obok siebie znajdowały się sklepy z biżuterią. Ponieważ w większości prowadzili je Arabowie a był to okres Ramadanu, na ulicy było pusto. Weszliśmy do jednego ze sklepów. Gość powiedział że złota nie ma ale zaprowadzi nas do przyjaciela (tam wszyscy sklepikarze są chyba przyjaciółmi) który powinien mieć to co nas zainteresuje.
Sklep ze złotem znajdował się może z 50 metrów dalej. Po wejściu sklepikarz nas uważnie zlustrował (miałem n sobie czarną koszulkę z napisem Gdańsk) i po angielsku zapytał:
- Jesteście z Polski? Z Gdańska?
- Tak –odpowiedziałem
- Mam dziewczynę z Gdańska. Dankę. Mieszka przy tych trzech krzyżach.
Gdy dowiedział się o co nam chodzi stwierdził: dla Polaków z Gdańska cena specjalna.
Wiadomo, u Arabów najpierw się targujesz, bo bez tego żaden biznes nie ma znaczenia. Z 300 dolarów za złoty krzyżyk zeszliśmy do 150. Dla nas i tak było to dość spora kwota.
- Słuchajcie – mówi. Jak się zdecydujecie to wpadnijcie tutaj jutro. Jak nie to i tak było miło was poznać. A dla ciebie – zwrócił się do Justyny – mam prezent. To srebrny krzyżyk. Nie próbujcie nawet płacić jeżeli nie chcecie mnie obrazić – zakończył.
Złota nie kupiliśmy, ale mimo upływu lat to spotkanie wspominamy do dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>